Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 085 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pożegnanie Pani Profesor Wacławy Frelak

niedziela, 04 stycznia 2015 8:57

 

Dzisiaj otrzymałam smutną wiadomość od mojego szkolnego kolegi o śmierci naszej wspaniałej wychowawczyni klasowej,  Pani Wacławy Frelak z domu  Dauksz, wieloletniego nauczyciela języka angielskiego mińskiej handlowki, a potem Zespołu Szkół Ekonomicznych w Mińsku Mazowieckim w latach 1957-1996, czyli przez okres 39 lat.

Jej mama Stanisława dożyła setki, pochodziła z bogatej rodziny i chociaż wyszła zamąż za zwyczajnego kowala Antoniego Dauksza, przykładała wielka wagę do edukacji swojej córki Wacławy. W trudnych czasach powojennych, wysłała ją do Lublina na KUL. Po ukończeniu studiów Wacława rozpoczęła pracę w Sulejówku. Wydało się, że zna angielski i rozpoczęła pracę w swoim zawodzie.

Kiedy pierwszego września 1962 roku rozpoczęłam naukę w Technikum Ekonomicznym, moja wychowawczynią klasową została pani Frelak i była nią aż do ukończenia szkoły w roku 1967. Wtedy już nasza szkoła należała do zespołu szkół ekonomicznych (ZSE). W tym czasie nasza pani profesor podnosiła swoje kwalifikacje i często wyjeżdżała do Londynu celem szlifowania języka. Z tych wszystkich wyjazdów przywoziła nam wiele ciekawostek - opowieści o Londynie. Słuchaliśmy Jej z ogromnym zainteresowaniem, bo opowiadała niezwykłe historie o świecie nieznanym, np. o atmosferze na giełdach walutowych, o zegarze „Big Ben”, o swoich studiach i ludziach z całego świata, z którymi studiowała. Obok języka, uczyła nas angielskich piosenek, które do dzisiaj sobie czasem nucę. Na naszych lekcjach wychowawczych, a często i kosztem lekcji angielskiego, omawialiśmy ważne dla nas wówczas tematy procesu dorastania, kształtowania postaw, umiejętności w dokonywaniu wyborów. Zawsze dbała o nasze zdrowie i higienę osobistą, nie pozwalała siadać na zimnych cementowych schodach i ubierać zimą ciepłą bieliznę. Rozumiała problemy dorastającej młodzieży, nasze potrzeby. I nawet kiedy nieraz nabroiliśmy, to ze spokojem i dystansem wskazywała, jak należy postapić, aby naprawić błędy młodzieńczych wybryków. W moim odczuciu i myślę, że w odczuciu innych moich klasowych przyjaciół była nie tylko nauczycielem, ale nade wszystko właśnie wychowawczynią, przewodnikiem, rodzicem i po trosze koleżanką. To ogromna umiejetność połączenia tych wszystkich cech. Po latach zawsze była obecna na zjazdach absolwentów, skad pozostały nbam pamiatkowe wspólne fotografie. Bardzo żałuję, nie nie mogłam w nich uczestniczyć. Może niektórzy z nas nauczyli się angielskiego i biegle się nim posługują, inni zapomnieli znaczenie słów i czasów, ale wszyscy bez wyjatku zapamietaliśmy niezwykłą osobowość naszej wychowawczyni i nasze lekcje wychowawcze. W imieniu naszej klasy Va

z roku 1967 żegnam Panią Wacławę Frelak, niech odpoczywa w pokoju. Załączam listę mojej klasy i dwa wiersze pożegnalne.

 

 

 

  1. 1.       Adamiak Ignacy,
  2. 2.       Bąbik Stanisława,
  3. 3.       Gajowniczek Wiesław,
  4. 4.       Gańko Stanisław,
  5. 5.       Gietka Halina,
  6. 6.       Główka Krystyna,
  7. 7.       Głuchowski Henryk,
  8. 8.       Jabłoński Jerzy,
  9. 9.       Kałowska Barbara,
  10. 10.   Kaska Krystyna,
  11. 11.   Kołak Francisza Janina,
  12. 12.   Kołakowska Barbara,
  13. 13.   Krasowska Regina,
  14. 14.   Kuć Barbara,
  15. 15.   Kurowska Elżbieta,
  16. 16.   Lajter Jadwiga,
  17. 17.   Michalczyk Zygmunt,
  18. 18.   Michałowski Czesław,
  19. 19.   Niedek Anna,
  20. 20.   Osińska Henryka,
  21. 21.   Patejczyk Jan,
  22. 22.   Piekart Halina,
  23. 23.   Piróg Elżbieta,
  24. 24.   Prywata Krystyna,
  25. 25.   Przybińska Hanna,
  26. 26.   Przybylińska Barbara,
  27. 27.   Sikorska Jadwiga,
  28. 28.   Skośkiewicz Jan,
  29. 29.   Stańdziak Krystyna,
  30. 30.   Tomaszewska Danuta,
  31. 31.   Wrzosek Stefania,
  32. 32.   Zalewski Czesław.

 

 

 

 

 Jestem poematem (autor - australijka)

 

Nie mów, to koniec, wszak wrócę tu jeszcze...

Wiatrem, promykiem lub jesiennym deszczem.

Zapukam w szybę, zawołam cichutko,

że wciąż tu jestem, choć życie trwa krótko.

 

Nie mów, to koniec, jestem poematem

w słowie najczulszym, w delikatnym wersie.

W nutce piosenki - ułożonej  rymem,

w róży czerwonej - miłością najczystszą.

Nie mów - to koniec.

Na zawsze z tobą

 

Nie płacz po mnie, kamieniu, gdy pójdę zbyt wcześnie
tam, skąd się już nie wraca.
Nie płacz po mnie, lilio biała, niepomna uwiecznień
słów - tam jest miłość trwała.

Uwierz wersom, szepczącym, że życie jest wieczne.

Będę wiosną zieloną - w pączkach kwiatów polnych,
będę latem gorącym - w kłosie ziarna pszenicy,
będę liściem jesiennym - żółtym od promieni,
będę zimą  bielutką - w płatku śniegu najczystszym.



Będę na zawsze, z Tobą - wszak życie jest wieczne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

linki do moich ksiązek - a-booki

sobota, 05 lipca 2014 17:47
 

http://www.blurb.com/books/5273566-przytulam-wspomnienia# wspomnienia publikowane w gazecie polonijnej Kworum

http://www.blurb.com/my/book/detail/2613457-poezja-z-marhan
http://www.blurb.com/my/book/detail/2974969-danuta-duszynska tomik wierszy pt. purpury jesieni
brakuje jednego linka do tomika wierszy - "na dnie duszy schowane"


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

"Zagraj mi grajku poeto" a-book

sobota, 05 lipca 2014 15:18

"Przytulam wspomnienia" - a-book

sobota, 05 lipca 2014 15:17

"Korzenie" - album rodzinny - a-book

sobota, 05 lipca 2014 15:14

"Minął czas wina i róż" e-book

sobota, 05 lipca 2014 15:11

wiele sie zdarzyło

sobota, 05 lipca 2014 14:28
Treść wpisu jest przeznaczona dla osób pełnoletnich

pokaż treść wpisu


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (14) | dodaj komentarz

Podroz do USA i Kanady

sobota, 04 maja 2013 15:28

W maju 2011 roku polecielismy do Los Angeles. Stamtad wynajelismy motorhome, ktory mial nam sluzyc nie tylko jako srodek transportu, ale rowniez dom przez okres 4,5 miesiecy. Rozpoczelismy zwiedzanie od Los Angeles z St. Monica, Beverly Hills, Hollywood. Uniwersal studios, Gette Museum, Malibu. Kupilismy sobie z Gerhardem koszulki z Hollywood i potem paradowalismy w nich. Po Los Angeles zaliczylismy Death Walley z niezapomnianymi kolorowymi skalami. Mozna bylo jezdzic pomiedzy nimi i cieszyc sie tym niezapomnianym widokiem. Las Vegas - slyszalam o tym miescie mnostwa kasyn, wiezowcow. A teraz moglam doswiadczyc na wlasne oczy. nasz hotel byl w poblizu calego centrum. Codziennie zaraz po sniadaniu zwiedzalismy wszystkie wiezowce, bo oprocz kasy, to wyl niezwykly wystroj wnetrz, budowla architektoniczna itd.Np. wieza Ajfla byla o polowe mniejsza niz w samym Paryzu. Robilismy ogrom fotek dniem i noca. Ogladalismy roznorakie showy, a najpiekniejsze byly tryskajace w gore fontanny w takt pieknej muzyki. Nie sposob tytuj wyliczac wszystkich budowli, ale powiem tylko, ze wrazenia byly niesamowite. Po Las Vegas Bylo jeziora Lake z Hoover Dam. To niesamowita budowla splywu wodny z rzeki Kolorado. Potem jechalismy zdluz krain czerwonych kamieni - jak Sedoma, az w koncu dotarlismy do Grand Kanionu. Zatrzymalismy sie gdzies w Caravan Park i chodzilismy wzdluz kanionu kilometrami. Kanion w zaleznosci od pory dnia mienil sie roznorodna gama kolorow. Byl wielki i potezny, a gdzies tam w dle plynela rzeka Kolorado.

W# dole zchodzili turysci, uzywajac oslow, ale ja nie czulam sie na tyle silka, aby wybrac sie w dol kanionu. Gerhard marzyl o takim zejsciu i obiecal sobie, ze to jeszcze zrobi, jak pojedzie nastepnym razem do USA. Objechalismy wiele innych kanionow, z ktorych nalbardziej podobal mi sie Brace Kanion. Bylismy w Arches National Park, Monument Walley, Zion National Park, Mt Rushmore i w roznych innych turystycznych miejscach. Prawde powiedziawszy juz mialam dosyc tych kamieni i tej pustyni. Zapragnelam innego krajobrazu - zieleni, domow i normalnego zycia na ziemi amerykanskiej. Bo na terenach pustynnych zyli glownie Indianie i meksykanie i oprocz tych wiekszych miast, jak Los Angeles czy las Vegas - to byly biedne strony, gdzie ludzie zyli nawet w szlasach bez pradu i wody. Nasza dalsza droga skierowana byla przez gory skaliste. Mimo, ze to bylo lato, gory byly osniezone z niesamowicie pieknymi widokami. My naszym samochodem przejechalismy wszystkie szczyty. Zdarzalo sie, ze drogas byla jakis czas nieprzejezdna i trzeba bylo czekac, az zostanie odsniezona. Malo zdarzalo sie takich smialkow, ktorzy jechaliby przez wszystkie przejscia gorskie, tak, jak moj Gerhard. A ja mialam dusze na ramieniu. I tak jechalismy dobrych pare dni - i podziwialismy coraz to nowe widoki. Mialam mozliwosc bawic sie sniegiem, chociaz buty byly za slabe.

I tak dotarlismy az do Wodospadu Niagara. I tam znowu niesamowita moc wody i niezapomniane wrazenia. Wodospad Niagara zwiedzilismy  najpierw po stronie amerykanskiej, a potem przekroczylismy granice na strone kanadyjska. Od strony kanadyjskiej wodospad jest najpiekniejszy. Zwiedzilismy ogrom Kanady z roznymi miastami, jak Toronto, Ottawa, Montreal, Quebec, i wiele innych.

W powrotnej drodze zaliczylismy Salt Lake City, Joshua Tree National Park, Big Bear Lake, Lake Luise.

W USA ogladalismy gorskie miasto Denver i piekne CHicago, gdzie mieszka masea polskich emigrantow.

Trudno tu przywrocic caly rozmiar podrozy, ale razem zrobilismy ponad 34 tysiace kilometrow. Kiedy juz wrocilismy do Los Angeles - spakowalismy bnagaze i polecielismy samolotem do Nowego Yorku, zatrzymujacf sie w hotelu na Manhatanie. I znowu zwiecanie calego Nowego Yorku wraz z pieknym Central Park, Times Square, Rockefeller centre. Statkiem objechalismy caly Marhatan i Statue Wolnosci. Ogladalismy budowe nowych dwoch wiezowcow po tragicznych wydarzeniach 11 wrzesnia. Te nowe maja byc wyzsdze od poprzednich. I tak z Nowego Yorku po 4,5 miesiecznej podrozy wrocilismy do domu do Perth.

 


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (20) | dodaj komentarz

Moj tomik

sobota, 04 maja 2013 14:27

Przed wyjazdem z Gerhardem do USA i Kanady - byalam jakis czas w domu - wiec zaczelam przygotowywac sie do wydania mojego pierwszego tomiku wierszy. To mial byc tomik - album tylko i wylacznie dla najblizszych - dla rodziny i niektorych przyjaciol. Wybralam moim zdaniem najlepsze wiersze - podzielilam je na grupy, aby potem wlozyc do poszczegolnych rozdzialow. Zastanawialam sie nad tytulem. Na poczatku tomik mial miec tytul "na dnie duszy schowane", ale potem ostatecznie zatytulowalam "purpury jesieni". Tytul ten dalam, bo mialam wiele wierszy o tematyce jesieni, nie tylko pory roku, ale tzw., jesieni zycia. I te jesien chcialam pokazac najbardziej barwnie, jak to bylo mozliwe. Czas jesieni zycia nie musi wcale oznaczac tylko problemow starzenia sie, ale i te piekne momenty zycia, nowwj milosci, nowych odczuc. Nie zabraklo w tomiku wierszy o rozczarowaniach. Jeden z rozdzialow nosi tytul "wzloty i upadki" - tak, jak w zyciu - raz bylo pieknie, a innym razem wszystko sie psulo. Najwazniejszym dla mnie byl rozdzal "korzenie - milosc niezastapiona" tam wiersze dla moich dzieci i moich wnukow. W tej czesci jest spora ilosc fotek rodzinnych.

Zeby wydac ten tomik nanioslam manualnie polskie znaki, to byla zmudna praca. Wydanie tomika zlecilam prywatnie w Polsce - tylko 20 egzemplarzy. Jeden mial byc wyslany do Australii, a cala reszta do Polski na adres mojej siostry - Ani. Wybieralam sie do Polski, wiec zamierzalam potem czesc ksiazek rozdac w Polsce, a reszte zabrac ze soba - do Australii.

Przed wyjazdem dokonalam ostatecznych korekt i uzgodnien z wydawca. Teraz juz spokojnie moglam poleciec z Gerhardem na te dluga eskapade do USA i Kanady.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

sama w domu

sobota, 04 maja 2013 14:00

Przed wyjazdem do USA  pojechalam z Gerhardem do Bumbury - dwie godziny jazdy pociagiem. Bylismy tam tydzien. Duzo spacerowalismy i rozmawialismy o przyszlosci.

W ostatnia niedziele Gerhard polecial do Los Angeles, skad juz po raz trzeci wynajal motorhome. Byl bardzo zadowolony, bowiem dostal nowy samochod z 200 km na liczniku. Wszystko wewnatrz jeszcze pachnie nowoscia. narzekal, ze musial sam rozpakowywac bagaze, w czym zawsze ja uczestniczylam.

Czulam, ze powinnam zostac w domu - odpoczac po tych wszystkich podrozach, a co najwazniejsze - nacieszyc sie dziecmi i wnukami. Biegam wiec prawie codziennie po moich kochanych wnusiow - Sebusia i Patryczka i chodze z nimi na hustawki. Mam nadzieje, ze zblizymy sie do siebie. Przed odlotem zorganizowalam dla Gerharda pozegnalna kolacje, na ktorej byla moja rodzinka. Dzisiaj dostalam od Gerharda fotke z Santa Barbara z USA.

Teraz w domu jestem sama, zobacze, jak sie bede czula na dluzsza mete. Dwudziestego maja lece na kilka  do Broom - to imieninowy prezent od Gerharda. Nie bardzo mi sie usmiecha byc tam samej, ale to tylko kilka dni.

Dwa dni temu odwiedzila mnie Fay - ktorej nie widzialm chyba piec czy szesc lat. Taka sama, nic sie nie zmienila. Bardzo sie cieszylam, ze nie zapomniala o mnie - dawnej opiekunce. Opowiedziala mi historie swojego zycia. spory bagaz jak na taki mlody wiek. Doradzilam jej, aby go zrzucila z ramion i rozpoczela nowe zycie. Jutro celebrujemy Kasi 41-wsze urodziny. Ciesze sie na to spotkanie u Kasi. A w nastepna sobote bede obchodzila swoje 65 urodziny w Atrium w Burwood Casino. Az strach pomyslec, jak ten czas leci. Dzisiaj moj wnusio zapytal - babciu, jak to sie stalo, ze sie zestarzalas? 

Prawde powiedziawszy sama nie wiem. Juz nie ciesze sie z kolejnych urodzin i z kolejnych nowych rokow.

Caly czas ogarnia mnie strach, czy zdaze napisac swoja ksiazke o losach mojej rodziny, ktora chce zostawic dzieciom i wnukom. Dopoki jeszcze czuje sie nie tak zle i dopoki jestem w domu. Ale praca na komputerze nie jest zbyt dobra dla mojego zdrowia, czuje sie zmeczona i mam podwyzszone cisnienie. Obiecalam sobie, ze nie bede dluzej niz 2-3 godzinny dziennie na komputerze.

Moje wnuki rosna. Sebus zaraz skonczy 5 latek, a Pinio 14. Moje corki beda zaraz mialy tyle, co ja, kiedy przyjechalam do Australii. A wowczas wcale nie czulam sie, ze jestem taka mloda, bo mialam juz dorosle dzieci.

Gdyby nie myslec o wieku - nadal czuje sie niezle, mam poczucie humoru, zartuje z Sebusiem.

Czasem ogarnia mnie melancholia nad uplywajacym zyciem. Napisalam nawet juz wiersze na temat przemijania. Wierze, ze przetrwam dluzej, niz ja sama - w swojej poezji, gdzie moje mysli, moje marzenia, odczucia...i we wszystkich tych fotkach z podrozy, a mam ich tysiace.

I jesli moje dzieci, a daj Boze, ze i wnuki beda je czytac, to beda mnie dluzej pamietac i wspominac. O matko, ale mnie zebralo dzisiaj. No to do nastepnego razu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

poniedziałek, 1 maja 2017

Licznik odwiedzin:  73 850  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Znajdziesz tam wszystko, co zycie przyniesc zdola... Bloog moj - to moja dusza, gdzie czuc, jak poezja gra melodia wspomnien i odczuc, zdjecia i slidy z moich wojazy po swiecie, tam o moich najblizszy...

więcej...

Znajdziesz tam wszystko, co zycie przyniesc zdola... Bloog moj - to moja dusza, gdzie czuc, jak poezja gra melodia wspomnien i odczuc, zdjecia i slidy z moich wojazy po swiecie, tam o moich najblizszych - bedacych czescia mojego zycia. Im bloog ten poswiecam.i

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 73850

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl